Poznaj moją historie dotyczącą pewnej pralki

Historia pewnej pralki

autor
Brak komentarzy

Są takie przedmioty w domu, bez których nasze życie byłoby o wiele trudniejsze i trochę bardziej skomplikowane. Zdajemy sobie sprawę z ich straty dopiero wtedy, gdy rzeczywiście nam ich zabraknie. Przekonałem się o tym dość niedawno. Poznaj historię, która przydarzyła się mnie, mojej żonie i pewnej wysłużonej pralce.

Wyobraźcie sobie piękny sobotni poranek. Jest wczesna wiosna, więc jeszcze słoneczko zbyt mocno nie grzeje i ciepło spływające z nieba nie jest tak mocno odczuwalne. Jednak bliżej się przyglądając widać już, że za oknem życie budzi się z zimowego snu. Krzątacie się od rana po domu starając się ogarnąć jak najwięcej przed wyjazdem na weekend poza miasto. Szkoda tracić pierwszych wiosennych promieni siedząc zamkniętym w czterech ścianach 😉 Oczywiście jest to sobota więc naturalne jest małe sprzątanie oraz robienie prania. W końcu przez okres dwóch dni zdąży wyschnąć i po powrocie do domu ubrania powinny być już całkowicie suche i pachnące 😉

Dokładnie tak wyglądał mój sobotni poranek w niedalekiej przeszłości. Sobota jak to sobota. W wielu polskich domach wygląda podobnie. Tylko, że ta sobota w mojej pamięci odcisnęła się o wiele mocniej od pozostałych. Nie mniej jednak skończyła się inaczej niż planowałem.

Bum!!!

Jak to w każdy sobotni poranek szykując w spokoju śniadanie rozmawiałem ze swoja żoną na tematy bliżej nie określone i nie sprecyzowane. Ot zwykła poranna rozmowa młodego małżeństwa: - “Kochanie, co myślisz na temat dualizmu cechowania grawitacji”; - “Misiu, pamiętasz może sposób rozmnażania mchu płonnika?”; - “Wiesz kiedy jest święto serka wiejskiego?”.  Normalna rozmowa jakich wiele w takim dniu, w kuchennym zaciszu 😉 Prowadząc w spokoju konwersację w duchu błogości nadchodzącego weekendu nagle do naszych uszu doszedł huk jakich mało.

Był to taki hałas, że zaczęliśmy się zastanawiać czy sąsiad znów nie przestawia ściany 😉 Po chwili gdy pierwszy szok już minął, dotarło do nas jedno - ten hałas wcale nie dochodzi z mieszkania obok. Dobiegał on z naszej łazienki. Wpadając do niej uświadomiliśmy sobie tylko jedno. Ten łoskot wydaje nie co innego jak nasza wysłużona pralka. A dźwięk z niej dochodzący mógł sugerował tylko jedno - uszkodzone łożysko.


Znajdź mnie w social mediach


Starowinka

W zasadzie można się było tego spodziewać, że kiedyś znowu dojdzie do takiej awarii. Zwłaszcza, że powtarzała się ona z uporem maniaka średnio co kilka lat. Bo wiadomo - pranie na kamieniu w stawie lub na tarze w rzece aktualnie w grę raczej nie wchodziło 😉 Znając objawy choroby “na łożysko w pralce” pozostało nam tylko wezwać odpowiedniego specjalistę, aby zaradził on temu problemowi. Tego samego, który ratował naszą starowinkę już kilka razy. Zawsze zawracając ją z niechybnej drogi na wysypisko. Niestety tym razem miało się to okazać niemożliwe.

Coś więcej

Po zabraniu naszej pralki przez serwisanta musieliśmy czekać kilka dni na wyrok z nią związany. Jak się pewnie możecie domyśleć - nie był on dobry. Po wstępnej diagnozie okazało się, że łożysko w bębnie (tak jak z resztą myśleliśmy) jest do wymiany. Niestety to nie ono było główną przyczyną awarii naszej małej praleczki. Okazało się nią wykruszenie jednego z elementów nośnych bębna - tak zwanego krzyżaka. I mając na myśli wykruszenie, mam na myśli dosłowne wykruszenie. To co ukazało się moim oczom
w trakcie wizyty w serwisie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Z resztą co tu dużo mówić - poniższe zdjęcia przedstawiają wszystko.

Czy da się naprawić?

Jaka jest cena naprawy takiego elementu i czy jest to w ogóle możliwe? Owszem jest możliwe i to za niebagatelną kwotę 300 złotych. Niestety bez gwarancji na to ile praleczka jeszcze pochodzi. Jak to fachman powiedział: “może podziałać 10 dni, 10 miesięcy lub kolejne 10 lat, ale na to ostatnie bym raczej nie liczył”. Stojąc przed takim wyborem należało coś postanowić. I to w miarę szybko bo góra w postaci ubrań do prania powoli zaczynała rosnąć i grozić przerażającą w skutkach lawiną 😉


Ranking kont i lokat


Kupujemy

Decyzja mogła być oczywiście tylko jedna. Trzeba kupić nową pralkę bo stara się już nie nadaje do naprawy. Po za tym cena tej usługi przewyższała albo była równa wartości naszej starowinki. Tylko jak kupić pralkę? 🙂 Przecież nie robi się tego na co dzień.
W sumie nie można tego też odkładać w nieskończoność. Bo w zasadzie jest to jeden
z tych sprzętów w gospodarstwie domowym, który po prostu być w nim musi. Mniej więcej na tym samym poziomie ważności co lodówka czy kuchenka.

Należało szybko się wyszkolić, aby w nadchodzącym wyborze pralki podjąć jak najlepszą decyzję. Bo wiadomo jak się chce i ma do wydania dowolną kwotę na zakup pralki to
i taką kwotę na dowolną pralkę można wydać. A jak chce się to zrobić z głową i w dobrej cenie to trzeba się uzbroić nie tylko w ekstra wiedzę, ale i w odrobinę cierpliwości 😉

Określenie parametrów

W naszym przypadku sprowadziło się to do określenia kilku bazowych parametrów, które miały dla nas największe znaczenie i były wręcz priorytetowe. I nie, nie była nią klasa energetyczna produktu - czyli popularne A+++ 😉 Nie żeby nie miała ona dla nas znaczenia. Wręcz przeciwnie. Jednak byliśmy ograniczeni innymi parametrami technicznymi niż energooszczędność sprzętu. Były nimi rozmiary naszej przyszłej pralki.

Wymiary

Nasze stare urządzenie było dość wąskie w porównaniu do popularnych modeli dostępnych praktycznie od ręki na rynku. Rozmiar wnęki, w którą miała wejść nasza przyszła pralka ograniczał nas do jej głębokości i to dość mocno. Maksymalny wymiar, który wchodził w grę to zawrotne 38 cm. A najlepiej gdyby było zdecydowanie mniej. Nasza stara pralka była w tym miejscu o zawrotne 4 cm węższa a i tak trochę wystawała
z wnęki.

Energooszczędność

Dopiero na drugim miejscu znalazła się klasa energetyczna produktu. Wybór pomiędzy A++ i A+++ też nie do końca był oczywisty. Znalezienie przystępnej cenowo pralki
w takich nietypowych wymiarach i najwyższej klasie energetycznej nie należało do najprostszych. Ok, nie twierdzę, że ich nie było, ale ich cena - według nas - była delikatnie rzecz ujmując nie do przyjęcia. Nasze założenie cenowe było o wiele niższe niż te 2500 czy 3000 złotych. A warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden parametr, na który światło rzucił mi dopiero serwisant.

Sprostowanie

Tutaj małe sprostowanie 🙂 To o czym zaraz napiszę może być nie do końca poprawne terminologicznie. Przede wszystkich chciałbym wyjaśnić na czym polega budowa pralki, ale z powodu ograniczeń językowych ciężko znaleźć mi fachowe słowa opisujące to o czym teraz będę mówił. Z tego też powodu o wiele łatwiej było mi używać mniej specjalistycznego słownictwa do wyjaśnienia zagadnienia, które teraz opiszę 😉

Budowa

Był nim ten charakterystyczny element zwany potocznie bębnem. A dokładnie rzecz ujmując sposób jego budowy, uszczelnienia i montażu we wnętrzu pralki. Na rynku są dostępne pralki z modułami bębna wyprodukowanymi w dwojaki sposób. Pierwszy - ten lepszy według fachmana - polega na skręceniu wszystkich elementów składowych bębna w całość za pomocą śrub. W razie przyszłych problemów taki zestaw elementów można na spokojnie wyciągnąć, rozkręcić, wymienić co trzeba i skręcić. Później wystarczy zamontować go z powrotem i mamy naprawioną pralkę. Proste prawda? 😉

Drugi sposób budowy elementu jakim jest bęben - według serwisanta gorszy - polega na tak zwanym zgrzaniu jego obudowy. Wszystkie elementy są łączone ze sobą -
w uproszczeniu oczywiście - w jeden nie rozkładający się później moduł. Jeśli w takim module zostanie coś uszkodzone to niestety nie da się z nim nic zrobić. Koszt jego wymiany może być niewiele mniejszy niż zakup nowej pralki. Owszem znalazłem w sieci firmy zajmujące się naprawą takich modułów, ale wiedząc na starcie co się święci wolałem nie ryzykować i celować w zakup pralki z bębnem skręcanym na śruby.

Oczywiście oprócz takich wskazówek mój serwisach poradził mi jeszcze kilka innych rzeczy a nawet firm, którymi warto się sugerować przy poszukiwaniach. Dzięki nowo zdobytej wiedzy mogłem już śmiało podjąć rękawice związaną z poszukiwaniami nowej praleczki 🙂

Poszukiwania

Wymiary naszej nowej pralki i wnęki, w której miała się ona teraz znaleźć okazały się dla mnie jednocześnie przekleństwem jak i zbawieniem 🙂 Ograniczając się do nowo zdobytej wiedzy i powyższego parametru technicznego w dość krótkim czasie udało mi się zlokalizować model pralki, który by nam pasował. Spełniał on nie tylko wymagania związane z wymiarami, ale i z klasą energetyczną. Nawet udało mi się skorzystać
z drobnej promocji. Nie była to wyprzedaż do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, ale nawet ta przysłowiowa stówka w kieszeni jest na wagę złota. W takim przypadku pozostało mi tylko udać się do sklepu i dokonać zakupu, bo w sieci wcale nie było taniej niż w sklepie stacjonarnym.

Oszczędności

Taka awaria jest idealnym przykładem na to jak dobrze jest mieć oszczędności 🙂 I to nie jest ważne czy mówimy tutaj o poduszce finansowej czy funduszu bezpieczeństwa. To jest właśnie namacalny dowód na to jak to dobrze jest je po prostu mieć 🙂 Naprawdę, człowiek inaczej patrzy na taki zakup mając odłożoną gotówkę na koncie niż wiedząc, że będzie musiał udać się do sklepu lub banku (nie daj Boże do parabanku lub po chwilówkę) i kupić to co jest mu potrzebne.

Mamy w głowie takie uczucie spokoju bo wiemy, że nie musimy się o nic martwić i że nie zabraknie nam na nic pieniędzy. Nawet, jak pozwolimy sobie wydać odrobinę więcej na zakup konkretnego urządzenia. A to jest bardzo ważne. Dzięki poczuciu wewnętrznego spokoju i pewnej psychicznej wolności, do takich zakupów podchodzimy z większym luzem. Cóż trzeba kupić nową pralkę - to trzeba. Ale nie wiąże się z tym nic tak naprawdę strasznego bo jesteśmy na to przygotowani i możemy w spokoju poszukać czegoś konkretnego.

Nie mam

Pewnie większość osób czytających mojego bloga wie o tym, że jestem przeciwnikiem brania jakichkolwiek kredytów. Nie mówię tutaj o kredycie hipotecznym (bo ten w swoim zamierzeniu ma pokryć zakup np.: mieszkania i ułatwić nam start na swoim) a wszelkiego rodzaju kredytów typowo konsumenckich. Takich jakie zazwyczaj chcemy wziąć na zakup wycieczki na wakacje lub jakiegoś droższego “przydasia”.

Tylko co zrobić w takiej sytuacji, w której się teraz znaleźliśmy? Czyli nie mamy naszego funduszu bezpieczeństwa a nasza poduszka finansowa jest dopiero w trakcie budowy. Przecież sam wspomniałeś o tym, że pralka jest tym rodzajem sprzętu, który w domu musi być? No tutaj się z Wami zgodzę. To jest zakup, który dla wielu osób jest bardziej niż potrzebny a czekanie z nim do momentu aż się na niego odłoży nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.

Raty

Na szczęście na arenę wkraczają nisko oprocentowane raty i możliwość zakupienia naszego sprzętu AGD bez zbędnych dodatkowych kosztów. Czyli dokładnie to co jest
w wielu sklepach reklamowane jako raty 0% ( RRSO 0% ). Kupujemy sprzęt na raty i co miesiąc płacimy ułamek realnej ceny sprzętu. Nie ponosimy dodatkowych kosztów więc wszystko bardzo ładnie się prezentuje. Z zastrzeżeniem, że wielkość raty jest rzeczywiście jedną z części ogólnej ceny produktu.

Do takich rat warto jednak podchodzić z pewną rezerwą i - według mnie oczywiście - korzystać z nich z rozwagą. Już tłumaczę o co mi chodzi. Nie chcę tutaj mówić o sytuacji, w której musimy kupić pralkę, lodówkę lub inny tego rodzaju sprzęt do domu bo nam się zepsuł i nie da się go naprawić. To jest osobna sytuacja i tutaj jeśli trzeba coś kupić to trzeba coś kupić. Koniec kropka. Kraść przecież nie będziemy, więc jeśli nie mamy gotówki opcja rat 0% (RRSO 0%) wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

Potrzebny

Ale korzystajmy z nich tylko wtedy kiedy nie stać nas na zakup potrzebnego (specjalnie pogrubiłem słowo potrzebnego) sprzętu. Takim jakim jest sprzęt AGD, który na co dzień jest nam potrzebny żeby normalnie funkcjonować. Co innego jest branie takiego kredytu na zakup konsoli do gier, telewizora lub telefonu. To jest całkiem inny poziom zaspokojenia potrzeb i warto mieć w tym rozgraniczenie. Z resztą widać różnice pomiędzy tymi przykładami 😉 Wystarczy stosować się do prostej zasady Potrzebny sprzęt na raty - tak, inny kupiony na raty - nie 😉

BIK

I jeszcze zostanę na chwilę w temacie rat 0%. Zakup za ich pośrednictwem jest dobrym pomysłem, gdy chcemy zacząć budować swoją historię kredytową i scoring w BIK. Nie będę w tym wpisie głębiej w to wchodził, ale warto wiedzieć, że pozytywna historia kredytowa (czyli taka w której kredyty, są terminowo spłacane) pozytywnie wpływa na naszą ocenę z punktu widzenia banku. Zwłaszcza gdy planujemy wziąć większy kredyt - np.: hipoteczny. Lepszy jest znany kontrahent, który wywiązywał się ze swoich zobowiązań niż całkowicie nie znany, który nie wiadomo co może zrobić. Trochę to uprościłem, ale ogólny sens jest zachowany 🙂

Działa to też w drugą stronę. Jeśli kiedyś wzięliśmy kredyt i mieliśmy kłopoty z jego spłatą, może to zostać (a raczej na pewno tak będzie) odnotowane w BIK. Bank przy okazji udzielania kredytu na pewno się o tym dowie. Skutkować to może wyższymi kwotami do spłaty zadłużenia lub nawet odmowy jego udzielenia. Z tego też powodu warto się zastanowić nad tego typu ratami zwłaszcza w kontekście budowy swojej historii kredytowej. Nawet pomimo posiadania odłożonej gotówki na koncie 😉

Dodatkowe opłaty

Jeszcze przed samym zakupem sprzętu warto się upewnić odnośnie jednej rzeczy. Co wchodzi w skład naszego zamówienia? I to są czasem niemałe koszta, które mogą być dodatkowo doliczone do i tak sporego wydatku jakim jest zakup pralki. Najmniej zapłacimy w momencie, gdy sami odbierzemy pralkę, sami ją sobie przetransportujemy, ustawimy i podłączymy. Nie jest to jakaś kosmiczna technologia i odpowiednie filmy na YouTube są dostępne, więc można to na spokojnie zrobić samemu 🙂

Jednak nie zawsze mamy możliwość przeprowadzić taką operację samemu. Z tego powodu warto się zastanowić czy chcemy dodatkowo wykupić jakąś konkretną opcję dostawy. I tutaj ważna sprawa. Zanim się wybierzecie do sklepu na zakupy warto zaznajomić się z ofertą dostępną na stronie sprzedawcy. W naszym przypadku pan sprzedający od razu wystrzelił z najwyższą opcją dostawy (i to bez przypisania konkretnej jej godziny - co jest osobno płatne 😉 ) i ekstra dodatkami, które moglibyśmy chcieć dostać. Szkoda tylko, że nie było to w cenie pralki i podnosiło kwotę zakupu samego urządzenia o dobre 200 złoty w górę. Na szczęście z przezorności sprawdziliśmy jakie są inne oferty związane z zakupem i dostawą. Dzięki temu uniknęliśmy nabicia w butelkę 😉

Jeszcze jedna sprawa - my kupowaliśmy pralkę w sklepie stacjonarnym, ale jej cena nie różniła się niczym w porównaniu do cen dostępnych w internecie. Jeśli jednak znaleźliście pralkę w lepszej cenie na jakimś portalu aukcyjnym to zwróćcie uwagę jaki jest koszt transportu i co on obejmuje. Mówiąc “co obejmuje” zwróćcie uwagę czy jest to transport powiązany z wniesieniem Waszego urządzenia do domu. Często można spotkać się
z takim zabiegiem, że cena kuriera obejmuje tylko dostawę, ale bez wniesienia. Czyli kurier przywozi Wam pralkę pod drzwi klatki i mówi Wam “do widzenia” odjeżdżając niczym John Wayne w kierunku zachodzącego słońca. Oczywiście bez wniesienia jej do Waszego mieszkania. Im niższa cena dostawy pralki tym bardziej prawdopodobne, że może się to tak skończyć. Lepiej dmuchać na zimne i zorientować się jak wygląda
dostawa 🙂

Coś zaoszczędzić

Czy można coś zaoszczędzić na takim pilnym zakupie? Według mnie tak, ale tylko
i wyłącznie w charakterystycznych sytuacjach 🙂 Pierwsza sytuacja, która nasuwa mi się na myśl to po prostu naprawa zużytego sprzętu 🙂 Oczywiście jeśli jest to możliwe. Bo jeśli naprawa miałaby kosztować tyle co nowe urządzenie to nie widzę większego sensu
w tym, aby naprawiać taką pralkę. Jednak, gdy jest inaczej lepiej spróbować ją uratować
i mieć z tyłu głowy odnotowane, że w przyszłości taka awaria może się powtórzyć. To już samo w sobie powinno być sygnałem do tego, aby zacząć się rozglądać za czymś nowym. Oczywiście połączone to powinno być z próbami oszczędzania na nową - w naszym przypadku - pralkę 😉

Research

Druga sytuacja jest związana już z faktem podjęcia decyzji o zakupie nowej pralki. Cóż nie udało się uratować naszego sprzętu, więc jak najszybciej musimy kupić nową. Pranie samo się nie zrobi a jak wspomniałem na początku próba jego odświeżenia na kamieniu lub tarze w grę nie wchodzi 🙂 W tym przypadku zostaje nam do zrobienia mocny research za pośrednictwem porównywarek cenowych typu Ceneo (link afiliacyjny) lub Skąpiec i zdanie się na łut szczęścia w znalezieniu odpowiedniego dla nas modelu w cenie jaką możemy zapłacić.

Powystawowa

Pralka nie koniecznie musi być też nowa z natury. Robiąc research w poszukiwaniu wybranego modelu możemy zwrócić uwagę na sprzęt powystawowy. Taki jest zdecydowanie tańszy niż nowy, ale dalej może spełniać nasze oczekiwania. Takie oferty trafiają się na stronach internetowych konkretnych sklepów, w ogłoszeniach lokalnych oraz w grupach na FB. Nawet z czystej ciekawości warto rzucić okiem na te serwisy, aby mieć rozeznanie w tym co jest dostępne. Można dzięki temu zgarnąć sprzęt tańszy
o przysłowiowe kilka stów, który popracuje dla nas kilka najbliższych lat.

Wyprzedaże

Czwarta sytuacja wiąże się z wyprzedażami typu Black Friday i Cyber Monday. I jest ona specyficzna sama w sobie bo jaka pralka postanawia się zepsuć akurat w tym czasie 😉 Nie mniej jednak warto zwrócić uwagę na tego typu duże wyprzedaże, które są cykliczne
i wiemy, że na pewno na nich coś się trafi. Myślę nawet, że jeśli pralka nie jest w naszym mniemaniu bardzo ważnym elementem naszego mieszkania to czekanie kilku lub kilkunastu dni na taki event zwrócić się nam może w zaoszczędzonych pieniądzach. Czasami po prostu warto wstrzymać się z zakupem i kupić coś w niższej cenie niż jest to dostępne na co dzień.

Co to jest RRSO?

Wspomniałem przy okazji rat 0% o RRSO 0%. Co to jest to RRSO? Już wyjaśniam bo to może być ważne w kontekście zakupu nowego urządzenia. Jest to skrót od Rzeczywistej Rocznej Stopy Oprocentowania. W takim sporym uproszczeniu jest to całkowity koszt jaki ponosi klient biorąc kredyt. Oprócz standardowego oprocentowania, które nas obowiązuje zawiera w sobie jeszcze pozostałe koszty kredytu jakimi są różnego rodzaju prowizje, opłaty itd. Dlaczego tak ważne jest RRSO 0%? Dlatego, że oznacza nie mniej
i nie więcej to, że nie ponosimy żadnych dodatkowych kosztów związanych z zakupem dokonywanym na kredyt. W prostych żołnierskich słowach: tyle ile jest nam pożyczone to tyle samo zwracamy 🙂 Wysokość raty jest po prostu wynikiem dzielenia kwoty zakupu na ilość miesięcy spłaty.

Jeśli jednak RRSO byłoby większe niż 0% to znak, że oprócz samego oprocentowania (które nadal może wynosić 0%) doliczono nam do kredytu coś jeszcze. A to oznacza, że nie są to już raty w naszym rozumieniu 0% bo musimy oddać coś więcej niż tylko pełną kwotę, za którą kupiliśmy wybrany sprzęt. Zwróćcie uwagę na taki zabieg. W końcu raty 0% to 0% - pożyczam tyle to zwracam dokładnie tyle samo 😉 O ile jest to dość zrozumiałe itd. to zdarzają się sytuacje, że jednak chcą nam coś w sklepie doliczyć ekstra. I to już od nas zależy czy się na to godzimy czy też nie. Warto na to zwrócić uwagę, aby nie zapłacić więcej niż rzeczywiście chcieliśmy.

A czy Wy jesteście przygotowani na takie nieprzewidziane zakupy? 😉

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.