Jak się oprzeć chwytom marketingowym?

Czerwone obniżki cen w klepie z ubraniami jako podstawowy chwyt marketingowy

Jak się oprzeć chwytom marketingowym? Czy jest to możliwe? Poznaj kilka zasad, którymi warto się kierować przed pójściem na zakupy. Pomogą one zaoszczędzić odrobinę pieniędzy na nadchodzących promocjach
i wyprzedażach.

Nie wiem dlaczego, ale ostatnio bardzo często zdarza mi się zaczynać pisanie konkretnego artykułu i gdzieś w jego połowie zauważam, że zmieniłem całkowicie jego charakter. No może nie charakter, ale tematykę, o której chciałem wstępnie pisać. Pierwotnie, ten wpis miał traktować o trikach, które stosują na nas sklepy i zatrudnieni tam marketingowcy. W pewnym momencie jego pisania uświadomiłem sobie jednak pewną rzecz. I nie wiedzieć czemu cała ta nowa myśl była mocno skorelowała z zaliczeniami na studiach. 

Bo szczerze rzecz ujmując, czasami jest już za późno, aby nauczyć się na konkretne zaliczenie. I niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy mocno nie prokrastynował przed jakimś egzaminem 😉 Wszyscy przecież wiemy, że od nauki zawsze ważniejsze jest pięknie posprzątane mieszkania, kolejna tura
w Heroes 3 oraz (wiadomo) odcinek naszego ulubionego serialu. W dowolnej kolejności rzecz jasna,
a najlepiej jakby połączyć to wszystko na raz 🙂 

Tylko co w takich sytuacjach robiło się na te kilkanaście godzin przed egzaminem? No miało się dwie drogi do wyboru. Pierwszą z nich był powrót, do obecnego zajęcia. W końcu podążając za stwierdzeniem, “bez spiny są też drugie terminy” można było się przygotować na koleje podejście. Mniejsza z tym jak to w rzeczywistości wyglądało. Większość studentów to akurat wie 😉


Znajdź mnie w social mediach


Drugim sposobem było, albo przygotowanie ściąg, albo przygotowanie podstawowych wzorów (dla uczelni technicznych zwłaszcza), które na mur-beton musiały się pojawić. Wielu wykładowców ma takie swoje przyzwyczajenia, z których ogarnięty student mógł skorzystać i jakoś tam się prześlizgnąć. 

Z podobnego założenia wyszedłem i ja. Czasami tak bywa, że jest już za późno na zdobywanie konkretnej wiedzy, a nam potrzebne jest już gotowe rozwiązanie. W naszym przypadku nie musimy znać chwytów marketingowych, które są na nas stosowane. My “musimy” znać tylko sposoby jak się przed nimi bronić i działać według pewnego schematu. 

Jak się oprzeć chwytom marketingowym

Wiem, że wstęp mógł być trochę przekoloryzowany. Zależało mi jednak na tym, aby w tym gorącym okresie, który się zbliża, znaleźć konkretne sposoby, aby nie dać się naciągnąć na pewne rzeczy. Aby być świadomym, na co konkretnego przeznaczamy nasze pieniądze. Bo na końcu każdej decyzji zakupowej jesteśmy my sami i nikt inny. A kierując się kilkoma prostymi sposobami, można znacząco ograniczyć wpływ tych wszystkich chwytów marketingowych, które usilnie na nas testują tęgie głowy handlu 😉


Zaciekawiony wpisem? Jeśli tak to dołącz do mojego newslettera, aby zawsze być z nimi na bieżąco 🙂


Lista rzeczy, których rzeczywiście potrzebuje

Nie będę ukrywał, że jednym z moich ulubionych sposobów ograniczenia wpływu różnych sztuczek marketingowych, którym jesteśmy, poddawani jest prosta, (acz niezwykle skuteczna) zwykła lista zakupów. Wiem, że ona mocno kojarzy się przede wszystkim z zakupami spożywczymi, bo świetnie się w tej roli sprawdza. Wystarczy zapisać na niej te produkty, których potrzebujemy w kuchni
i niepowtarzalne smaki same potrafią się pojawić. Można ją optymalizować i poprawiać, ale większość osób zdaje sobie świetnie sprawę z tego, jak taka lista zakupowa jest przydatna. Zwłaszcza jak się mieszka na 4 piętrze w bloku bez windy i zapomniało się śmietany 😉

Można jednak taką listę zakupów dostosować praktycznie do wszystkiego. Owszem dalej będzie to lista związana z zakupami, ale nie koniecznie tylko z tymi spożywczymi. Idealnie nadaje się również do wypisania listy ubrań, których potrzebujemy. Tak samo książek, jakichś niedrogich gadżetów
i praktycznie wszystkiego, co chcemy i planujemy nabyć w najbliższym czasie. A to jest podstawa, aby będąc na zakupach w sklepie nie wydać za dużo. 

Skoro mamy listę zakupów - bez znaczenia czy spożywczą, czy tekstylną - kupujemy tylko to, co się na niej znajduje. Nic poza tym. Nawet jeśli miałyby “krzyczeć” i “wołać nas” promocyjne ceny. Skoro nie ma konkretnych przedmiotów na naszej liście zakupowej to znak, że tak naprawdę ich nie potrzebujemy. W przeciwnym przypadku by się tam znalazły, a my nie zachodzilibyśmy w głowę czy coś brać, czy też nie 🙂 

Porządek ze starym

Ten paragraf bardzo mocno będzie związany z tym, co znajduje się w naszych szafach. Zwłaszcza tymi zawierającymi nasze ubrania. Wielokrotnie zdarza się tak, że czekamy na zakup pewnych rzeczy do momentu gdy organizowane są różnego rodzaju promocje i wyprzedaże. Co samo w sobie nie jest złe jeśli rzeczywiście potrzebujemy sobie kupić wybrane rzeczy, a ich cena jest naprawdę atrakcyjna. 

Problem zaczyna się robić dopiero wtedy, gdy nadmiernie korzystamy z takich okazji. Nie chce w tym miejscu wspominać o tym, że wydajemy już tylko nasze pieniądze. Zaczynamy gromadzić masę niepotrzebnych rzeczy, bo w końcu przecież kierujemy się tym, że kupujemy tylko to, co jest nam potrzebne 😉 

Dlatego, przed jakimiś większymi zakupami warto przejrzeć zawartość swojej szafy. Sprawdzić co
w niej jeszcze się nadaje do użycia a co już nie. I dobrze jest mieć wtedy podejście realistyczne. Jeśli
z czegoś nie korzystamy, warto to wyrzucić, sprzedać 
lub oddać (jeśli stan tej rzeczy na to pozwala). 

Półki sklepowe po brzegi wypełnione rożnymi produktami

Jeśli półki w Twojej kuchni zaczynają wyglądać podobnie to znak, że lepiej nie kupować już nic więcej 😉 fot. Peter Bond on Unsplash

Nie ma sensu kupować na zapas

Jest taka rymowanka o takim jednym sklepie. Zaczyna się ona od słów “dużo” i “tanio”. Pewnie większość z Was już się orientuje o jakim hipermarkecie mowa. Nie ma on jednak nic wspólnego
z tym wpisem, ale idealnie nadaje się do tego akapitu. Bo skoro jest czegoś dużo i jest to tanie, to przecież warto kupić tego na zapas. I to właśnie ten zapas powinien być w tym miejscu
najważniejszy 😉 

Nie ma nic złego w kupowaniu większej ilości produktów spożywczych. Zwłaszcza jak wiemy, że
w najbliższym czasie je wykorzystamy. Gorzej zaczyna się robić wtedy, gdy nasz “zapas” zaczyna przybierać obraz półki sklepowej, z której konkretny produkt wzięliśmy. To nie wróży nic dobrego. 

Nawet najbardziej odporne na ząb czasu produkty mają swoją datę przydatności. A kupując wciąż nowe i nowe rzeczy (nie wyjadając starych) nieuchronnie zbliżamy się ku ich zmarnowaniu. Dlatego czasem warto sobie odpuścić zakup kolejnego opakowania ryżu lub kaszy na rzecz tego co już mamy w domu. Jestem przekonany, że prędzej niż później kolejny raz pojawi się promocja o tym samych charakterze i wtedy będziemy gotowi z niej skorzystać. Zresztą nie każdy lubi jeść przez cały tydzień jeden i ten sam produkt. Monotonia nigdy nie jest dobra, dlatego warto urozmaicać sobie swoje
posiłki 🙂


Ustal limit

Słowo “limit” nieodzownie kojarzy się nam z pewnym ograniczeniem. W sumie całkiem słusznie, ponieważ jak coś jest “limitowane” to znak, że jest tego mało. Ba, nawet mamy pewien okres w historii naszego kraju, gdzie, aby otrzymywać “limitowane” wówczas produkty, trzeba było wykazać się na nie odpowiednią karteczką 😉 

Teraz gdy wszystkiego jest pod dostatkiem i nikt nie zakłada nam ograniczeń (nawet finansowych, bo przecież karta kredytowa zawsze nam “pomoże”) o wiele prościej popaść nam w szał zakupowy. Który jest podsycany przez odpowiednią atmosferę, sprytnie kreowaną w trakcie ich wykonywania. Wiadomo, piękne zapachy, feerie barw i cała ta otoczka ma powodować, aby na wyjściu ze sklepu
z naszego portfela wyszło jak najwięcej pieniędzy. 

Z tego też powodu warto samemu sobie ustalić pewne ograniczenia związane z konkretnymi zakupami. Czy to z prezentami do jakiejś kwoty, czy z zakupami typowo ubraniowymi. Nie zawsze jest to łatwe i czasami musimy się natrudzić, aby znaleźć coś konkretnego w pieniądzach, które chcemy wydać. Niemniej jednak to na końcu nam ma zostać więcej pieniędzy w portfelu. Po prostu jest to gra warta świeczki 😉

Sprawdzanie zniżek i cen

Skoro wybieramy się na zakupy, (zwłaszcza przed okresem świątecznym) zależy nam na kilku rzeczach. I jedną z nich jest po prostu niska cena za produkty i usługi, które chcemy nabyć. Nie ma co ukrywać, że w końcu większość takich okresów w ciągu roku jest wręcz zalana promocyjno-wyprzedażowymi cenami. Ale czy jest tak na pewno? 

No właśnie nie do końca. I niestety w dużej mierze fakt tego czy uda nam się rzeczywiście oszczędzić na konkretnym zakupie jest mocno uzależniony nie tyle, co od obniżki cen (jeśli ta w ogóle występuje) a od naszej finansowej przebiegłości 😉 

Chcąc rzeczywiście oszczędzać na zakupach na różnego rodzaju promocjach i wyprzedażach dobrze jest znać cenę za konkretne produkty z pewnym wyprzedzeniem. Bo obniżka o 10%, 20% a nawet 50% z podniesionej o tę obniżkę ceny to żadna okazja. No może okazja dla sklepu, który tak robi, ale na pewno nie dla nas. 

To samo dotyczy różnego rodzaju zapisów cenowych, które mają skupiać nasz wzrok na wybranych produktach. W takich przypadkach zawsze warto spojrzeć na cenę za 1 kg (spożywka) lub poszukać
w sieci ile coś kosztuje na popularnych porównywarkach cenowych (reszta). Kuszenie nas wielkimi napisami o super promocjach ma za zadanie nas skusić i namówić do zakupu. Dlatego też lista,
o której już wspomniałem będzie taka przydatna 😉

Mężczyzna trzyma gotówkę

Jeśli chcemy mieć pewność, że na zakupach nie wydamy za dużo, dobrym rozwiązaniem będzie wzięcie ze sobą gotówki. fot. Lukas from Pexels

Lepsza gotówka niż karta

Ostatnią, ale na pewno nie mniej ważną radą związaną ze świadomymi zakupami jest zabieranie na zakupy gotówki zamiast karty płatniczej. Wiem, że to może się wydawać odrobinę dziwne, bo
w końcu gotówka ma to do siebie, że o wiele trudniej ją kontrolować niż kartę płatniczą, ale ma też jeden aspekt, którego żadna karta jej nie odbierze. 

Tym aspektem jest jej skończona ilość 😉 Ok, ok zgodzę się, że na kartę płatniczą można założyć sobie limit itd. Że jak się ją wyczyści do przysłowiowego zera, to na niej też nic nie będzie. No, chyba że to karta kredytowa, ale to jest całkiem inny rodzaj środka płatniczego i nadaje się na całkiem inny rodzaj wpisu. Wracając do tematu, gotówkowo-kartowego. 

Problemem jest to, że to my jako użytkownicy samej karty musimy o limicie pamiętać. A nie zawsze przecież tak jest, bo zakładając konto w banku (w większości przypadków), taki próg nie jest założony, a mógłbym powiedzieć, że jest wręcz przeciwnie. Tuż po otworzeniu konta ten limit jest dla nas otwarty i aż prosi o skorzystanie z niego. 

Nie mniej jednak zabierając ze sobą na zakupy, tylko gotówkę, mamy namacalny dowód tego ile wydamy. Wiedza o tym, że jeśli przekroczymy ustalony przez siebie limit, spowoduje, że będziemy się czerwienić przy kasie (bo kto się nie czerwieni gdy się dowiaduje, że nie może zapłacić, za wszytko co sobie wybrał) działa mocno otrzeźwiająco. W tym przypadku poczucie wstydu może być doskonałym hamulcem przed tym, że wydamy więcej, niż w rzeczywistości potrzebujemy. 

Poza tym gotówka ma swoją wagę i widok wychodzących z naszych kieszeni banknotów oraz bilonu realnie pokazuje, że jej nam po prostu ubywa. A to jest o wiele bardziej obrazowe przedstawienie kosztów, które ponosimy niż cyferki na padzie do pin kodu. Poza tym na samą transakcję musimy poświęcić więcej czasu, a to sprzyja pewnej refleksji 😉 


Planowanie zakupów

Z tym punktem miałem pewien problem 🙂 Z jednej strony idealnie nadawał się na otwarcie tego wpisu. W końcu planowanie ma to do siebie, że warto (a wręcz należy) wykonywać je na samym początku. Z drugiej jednak strony większość tych sposobów, które tutaj podałem, połączone jedną klamrą, prowadzą do wniosku, którym jest właśnie planowanie zakupów. Z racji tego, że bardziej przemawiał do mnie drugi pomysł “planowanie zakupów” pojawiło się na końcu jako wniosek podsumowujący cały wpis 😉 

Bo to właśnie odpowiednie planowanie swoich zakupów (nieważne tak naprawdę, jakich) przyniesie nam najwięcej korzyści. Dzięki niemu my będziemy mogli oprzeć się działaniu większości chwytów marketingowych, którym będziemy poddawani. Bo jak mówi pewne przysłowie: “nawet najgorszy plan jest lepszy niż brak planu”. Idąc tym tokiem rozumowania - nawet najgorzej zaplanowane zakupy będą lepsze niż pójście na nie bez jakiegokolwiek planu. W naszych portfelach na pewno zostanie więcej gotówki niż jakbyśmy dali się porwać szałowi zakupowemu 😉

Znacie jeszcze jakieś triki ułatwiające świadome zakupy? Jakieś własne sposoby pilnowania się przy okazji wyprzedaży lub promocji? Sekcja komentarzy jest Wasza 🙂 

Powodzenia i pozdrawiam.

Jak się oprzeć chwytom marketingowym - lista

Jakub Skrobacz

Cześć! Mam na imię Jakub, ale wolę jak się mówi do mnie Kuba. Na co dzień pracuje na etacie (niezwiązanym z tematyką bloga), ale za to w nocy, gdy nikt nie patrzy - walczę ze złymi nawykami finansowymi oraz zmęczeniem, bo kto ma małe dziecko, ten wie, jakie to stawia przed nim wyzwania 😉 Dzięki temu nietypowemu hobby (mowa o finansach oczywiście 😉 ) zostałem bohaterem w naszym domu. Zresztą jak wiadomo - nie każdy heros musi nosić pelerynę 😉 Czytaj dalej

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

jak-si-oprze-chwytom-marketingowym